10 błędów niewybaczalnych w kontaktach z dziennikarzami

media relations

Oj tam, od razu niewybaczalnych… Niby ze wszystkiego można się jakoś wykaraskać, niemniej są rzeczy, których się po prostu dziennikarzom nie robi. Z szacunku dla nich, ale i, wierzcie mi, dla własnego dobra. Bo często jest tak, że zawini PR-owiec lub organizator wydarzenia, a winę zrzuci na dziennikarza. I ja się z tym bardzo nie zgadzam.

Obiecałem sobie, że na tym blogu będzie bez tak zwanej „ściemy”.  Bardzo mocno wierzę w to, że można robić PR oparty na szczerości i szacunku – szczególnie w kulturze taki biały PR – jak biała magia – jest możliwy. Naprawdę, nie każdy PR-owiec to Lord Voldemort, choć z czasem charakter człowiekowi w tej pracy tężeje.  I podobnie jest z dziennikarzami: to cholernie trudny zawód i – naprawdę, naprawdę, naprawdę – porządnym dziennikarzom należy się szacunek. Tym bardziej, że „demokratyczne” media społecznościowe (albo raczej międzynarodowe firmy informatyczne zarządzające mediami społecznościowymi) psują im pracę. Tymczasem jeśli jest coś, co jest nas w stanie wyrwać z naszych baniek informacyjnych, to są to rozumiejący współczesność dziennikarze.

Poniższa lista błędów to wynik (1) moich obserwacji mniej lub bardziej spektakularnych PR-owych porażek, (2) historii zasłyszanych od dziennikarzy, ale i (3) własnych doświadczeń. Tak, też popełniłem parę błędów. Nie, nie powiem wam, które z poniższych są moje 🙂 W każdym razie wiem, że żadnego z nich nie chciałbym już popełnić (każdy z nich bardzo bolał). I dobrze wiem też, że błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi, a takie doświadczenie bywa bezcenne. Pomysł na ten wpis podsunęła mi pewna dziennikarka, która próbuje znaleźć czas, by tego bloga czytać: dziękuję.  No. To przejdźmy do crème de la crème:

 

1. „Ja się zajmuję robieniem wydarzeń, dziennikarze powinni się do mnie dostosować”.

Serio? Ustalmy fakty: robisz wydarzenie dla ludzi czy dla siebie? Bo mój drogi/moja droga, naprawdę nie wszyscy mają Facebooka. A jeśli już mają, to o Twoim wydarzeniu dowie się tylko jakieś 30% ludzi, którzy już cię w mediach społecznościowych śledzą. Nie kontaktować się z mediami, to tak jakby postanowić, że na zjazd rodzinny zapraszasz tylko domowników. To może jeszcze zamknijmy drzwi, i niech każdy puka i prosi o wejście?

Czujecie te wszystkie wibrujące, negatywne emocje, które przepływają przez powyższy akapit? Tak, to jest opinia, która bardzo mnie wkurza. Elementem pracy w kulturze jest docieranie ze swoimi wydarzeniami do jak najszerszego grona osób. Bo robimy, co robimy, dla kogoś, a nie dla siebie. Dziennikarze mają często po kilka wydarzeń dziennie, a mało jest dziennikarzy, którzy mają komfort zajmować się tylko i wyłącznie kulturą. Doceń, że ktoś chce Ci pomóc, że ktoś uznaje Twoją pracę za ważną. I znajdź te 10 minut na wywiad. Serio!

 

2. „Nie będę z nimi pracować. Są z innej opcji politycznej niż moja”.

Ja przepraszam. Ja mam swoje poglądy. Ja naprawdę nie jestem politycznie bezpłciową nibynóżką.  Ja zdaję sobie sprawę, że media prawicowe i lewicowe potrafią się nawzajem nie lubić. Tylko, że ja jestem pracownikiem sektora publicznego i nie mam prawa decydować, czy moją pracę powinna uznawać prawica czy lewica. Jeśli udało się stworzyć wydarzenie uniwersalne, to po prostu zrobiliśmy w instytucji swoją pracę dobrze. I moim psim obowiązkiem jest przyjąć człowieka, który przychodzi w dobrej woli, najlepiej jak potrafię. W pracy PR-owca poglądy idą na bok.

Jest od tej reguły wyjątek: bywają czasem takie skrajne redakcje, które żyją z przeinaczania. Ale to  margines marginesu marginesu.

 

3. „Wyślę im link do wydarzenia/strony. Tam mają całe info. Niech sobie sprawdzą”.

Aha, oczekujesz dwustronicowego artykułu, dziesięciominutowej relacji radiowej i pięciominutowej relacji telewizyjnej i jedyne, na co Cię stać, to wysłanie mejla z linkiem? Oj, mój drogi, jak Kuba Bogu… Są zapowiedzi i relacje z wydarzeń i zapowiedzi i relacje z wydarzeń. Jeśli dziennikarz będzie miał wybierać pomiędzy kilkoma wydarzeniami różnych instytucji, to na 80% wybierze to, które wygląda na dobrze przygotowane. A jednym z podstawowych elementów dobrze przygotowanego wydarzenia jest solidna informacja prasowa. Nie link do strony, na której znajduje się tylko  fragment opisu książki zaproszonego autora przeklejony ze strony wydawnictwa. Oj, nie.

 

4. „Chcą ode mnie zdjęcia, bo się im fotografa nie chce wysłać. Figę dostaną”.

Figę dajesz, figę mieć będziesz. Redakcje naprawdę nie są złożone z trutni. Jeśli więc akurat teraz redakcja ma braki kadrowe, to weź jej pomóż, a zobaczysz, że w przyszłości, gdy Ty będziesz czegoś potrzebować, zrobią dużo, by ci pomóc. I tylko nie licz na transakcje wiązane. Bądź przyzwoity i licz na przyzwoitość. W najgorszym razie po prostu więcej ludzi zobaczy Twoje zdjęcia. Jakby na to nie spojrzeć, to jest sytuacja typu win-win. I naprawdę, trochę empatii, przecież u ciebie też ciągle brakuje rąk do pracy.

Ta zasada tyczy się także wszelkich zasobów, którymi opiekuje się Twoja instytucja. One nie są Twoje, należą do społeczeństwa. Udostępniaj je, gdy możesz, bo to Twój obowiązek. Oczywiście nie możesz zajmować się tylko tym, ale ułatwienie pracy dziennikarzowi w przyszłości ułatwi pracę Tobie.

 

5. „Przekręcił/przekręciła moją wypowiedź, więcej z nią/z nim nie pracuję”.

A teraz spójrz na sytuację na spokojnie: oni przekręcili Twoją wypowiedź, czy to ty nie wyraziłeś/nie wyraziłaś się dość jasno? Poprosiłeś o autoryzację? Jeśli to była ważna sprawa to powinieneś. Jeśli codzienne wydarzenie, to trzeba było powtórzyć kilka razy i to dobitnie. Poza samym wywiadem możesz mieć prośby, co do montażu, cytowania. Tylko musisz o tym pamiętać.

I jeszcze: dziennikarze mają prawo umieścić cię w kontekście, który Ci się nie podoba. Ich pracodawcami są czytelnicy, a nie Ty. Nie zgodziliście się teraz. Czujesz się skrzywdzony/czujesz się skrzywdzona. Get over it – jak mawiają anglojęzyczni. „Przebolej i idź dalej” – jak powinni mówić Polacy.

 

6. „Oj, z grafikami i zdjęciami mój mejl ma 25 MB. No nic, wysyłam”.

I tak dzień w dzień. A ty, dziennikarzu, siedź i kasuj te mejle od n-instytucji, bo przecież jesteś ich wasalem, prawda? Nic, że skrzynka zapycha się o 10:00, nic, że po solidnym czyszczeniu o 15:00 znów jest pełna. Siedź i kasuj. Siedź i kasuj. Idź na wywiad i kasuj na telefonie. Wróć do domu i na wszelki wypadek sprawdź mejla i dalej kasuj. I nie wkurzaj się na PR-owców. Nie, nie, nie. Przecież nikt z nich nie ma dysków Google, Dropboxów, WeTransferów. Przecież to nie ich wina, że nie potrafią wybrać dwóch – trzech dobrych zdjęć i przyciąć ich tak, żeby mejl nie zajmował więcej niż 2-3 MB. Przecież oni nie wiedzą, że jak byś chciał pięć ujęć ręki dyrektorstwa, to byś przedzwonił lub mejla wysłał.

 

7. „Oj, miałem wywiad na żywo i zapomniałem. No nic”.

Nie przejmuj się. To wcale nie jest tak, jakby gość wieczoru nie przyszedł na organizowane przez Ciebie wydarzenie. Żartowałem: kwiaty, bombonierki, telefony z przeprosinami, ukłony w pas. To jest to, co po takiej akcji MUSISZ zrobić. Bo zawaliłeś/zawaliłaś i to tylko i wyłącznie Twoja wina. I nikt Ci drugiej szansy dać nie musi. Na drugą szansę musisz sobie zapracować, bo wcale Ci się nie należy. Właśnie straciłeś/straciłaś to, co masz najcenniejszego: zaufanie, którym ktoś Cię obdarzył i wiarygodność, którą się cieszyłaś/cieszyłeś. I tylko pokora i czas, co leczy rany, mogą Cię teraz uratować.

I jeszcze jedno: dziennikarze swoje audycje traktują (i słusznie) jak dzieła życia. Ale Ty nie zawiodłeś tylko dziennikarza, zawiodłeś też wszystkich tych ludzi, którzy siedzieli przed telewizorem czy radioodbiornikiem, żeby chwilę Cię posłuchać. Zawiodłeś czyichś, zupełnie cudzych, zupełnie nie Twoich słuchaczy/widzów. Odbiorców, na których ktoś pracował latami.

 

8. „Konferencja prasowa na 1,5h? Życie! My tu mamy ważne rzeczy do przekazania”

Tak. Wewnątrz instytucji jest hierarchia. Tak, PR-owiec jest pierwszym, który powinien być tego świadomym. Niemniej wystarczy wcześniej powiedzieć VIP-om zaproszonym i szefostwu, że jeśli każdy z nich będzie mówił 5 minut, to dziennikarze zanotują więcej niż gdyby mówili po 10-15 minut. Jak ktoś już jest VIP-em, to zwykle takie rzeczy rozumie. Oczywiście są jeszcze artyści, ale wbrew pozorom oni także potrafią zrozumieć. I jeszcze jesteś Ty: Ty, który być może przyzwyczaiłeś się błyszczeć, ale dziennikarze nie przyszli tu dla Ciebie. Więc ogranicz się czasem do „Dzień dobry Państwu!” i „Są jakieś pytania?”. To nie boli, wiesz?

 

9. „Są zmiany. Nic. Wyślę sprostowanie. Oj, jeszcze jedna rzecz. Nic, pójdzie kolejny mejl i sms-y”.

Pierwszy mejl ktoś zrozumie: „śpieszył się, miał ciężki dzień”. Przy drugim ktoś zagryzie zęby. Przy trzecim i sms-ie ktoś poczuje nieodpartą chęć wyrzucenia komputera przez okno. Nie ważne czy jesteś PR-owcem, czy tylko organizujesz wydarzenie. Rzetelność obowiązuje Cię tak samo jak dziennikarza. W ten sposób: przez cichą, rzetelną pracę, okazuje się ludziom szacunek. Przeczytanie mejla 5 razy i telefoniczne potwierdzenie informacji u źródła przed wysyłką naprawdę nic nie kosztuje. Jest może czasochłonne, a po którymś razie zaczynasz dostawać oczopląsu. Niemniej odejdź wtedy od komputera, poproś kogoś o pomoc, ale zrób wszystko, by być wiarygodnym. Pomylisz się? Nie panikuj, nabierz dystansu, przeproś i konkretnie opisz zmiany. Tak, żeby ktoś, kogo wprowadziłeś/wprowadziłaś w błąd, mógł się w tych zmianach łatwo odnaleźć.

 

10. „Z młodymi dziennikarzami, stażystami i małymi redakcjami nie gadam”.

Może Twoje szefostwo niekoniecznie musi. Niemniej Ty, organizatorze wydarzenia i Ty, PR-owcu, musisz. Bo młodzi nie zawsze będą młodzi, a mała redakcja, nawet jeśli nie będzie większa, też ma swoich odbiorców. Sam jesteś tylko przedstawicielem instytucji kultury i wiedz, że w hierarchii społecznej za wysoko to Ty nie stoisz. PR to praca na lata, to budowanie trwałych więzi, cierpliwe ich pielęgnowanie od nasiona do 300-letniego baobabu.

To by było na tyle. Nie mam poczucia, że wyczerpałem listę, ale nie byłoby mądrze dalej ciągnąć tego wpisu. Będą przecież kolejne. Mądry cytat na koniec: „Być może istnieją czasy piękniejsze, ale te są nasze” miał powiedzieć Jean-Paul Sartre. Być może gdzieś na świecie są mniej zabiegani dziennikarze. Nie wiem. Wiem natomiast, że ludzie, z którymi mam przyjemność codziennie pracować, to utalentowani profesjonaliści, którym należy się szacunek.

Jeśli dotarliście do końca tego wpisu i wciąż Wam się podoba, to dajcie znać innym: polajkujcie go i udostępnijcie na Facebooku. I dajcie koniecznie znać, co byście do takiej listy dopisali! A może z którymś punktem się nie zgadzacie? Wtedy też koniecznie napiszcie o tym w komentarzu. Taki feedback jest dla mnie bezcenny.

 

 

[Jak oceniasz ten wpis?]

[Głosów łącznie: 24; Średnia głosów: 4.2]


Comments

  1. djdziadek

    Super tekst, i choć nie jestem przedstawicielem wielkich mediów, zdarza mi się spotkać z takimi właśnie błędami odpowiedzialnych za kontakty z mediami, szkoda, bo wiele ciekawych wydarzeń na tym cierpi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *