Sztuka z „samobójstwem” w tle, czyli skandal po lubelsku

To Wam o tym napiszę, bo to jednak z mojego podwórka sprawa jest. I spokojnie! Nikt się nie próbował zabić, a tytuł udostępnionego przeze mnie poniżej artykułu z portalu lublin112.pl to bezczelny, choć technicznie umiejętny clickbait. Niemniej od tego artykułu wszystko się zaczęło, więc muszę go tu umieścić. Hasztag #InstaMiejsce, Hasztag #skandal.

Samobójca w centrum Lublina. Instalacja artystyczna narobiła sporego zamieszania (zdjęcia)

W ramach X Festiwalu Sztuki w Przestrzeni Publicznej OTWARTE MIASTO umieszczono nad Placem Litewskim w Lublinie, na gzymsie kamienicy, realistyczną figurę mężczyzny, który najwyraźniej szykuje się do skoku. Zrobiono to z zaskoczenia i wygląda na to, że festiwal nie powiadomił służb lub zrobił to nieskutecznie czy zbyt późno.

W każdym razie zbiorowość zadziałała i na miejscu pojawiły się służby. Zareagowały też media – takie jak linkowany wyżej portal lublin112.pl, który skupia się na sytuacjach alarmowych i jest kwintesencją tego, czym są media społecznościowe (wzmacniaczem wszystkich naszych społecznych odruchów, w tym szczególnie skrajnych). Zareagowały też usieciowione media tradycyjne.

Przez ostatnich kilka dni był to gorący temat plotek i anegdot. Tak sugestywna (skrajna) praca w przestrzeni miejskiej wywołała oczywiście społeczne zainteresowanie jako news. Tym bardziej, że wkurzone służby „aresztowały” dzieło sztuki. Teraz wróciło już ono na miejsce (prawie to samo), o czym przeczytacie w rzetelnym artykule Agnieszki Mazuś („Dziennik Wschodni”):

Policjanci i strażacy myśleli, że to człowiek. Ale „samobójca” nie reagował na żadne wezwania

Jest niedziela, siedzę w McDonald’s (rozpaczliwie próbując pisać doktorat na mieście) nieco obok tej figury. Mam dobry widok na tłumy przechodniów, które dwa dni po sprawie wciąż przystają, fotografują telefonami, rozmawiają. Figura stała się typowym InstaMiejscem – przestrzenią, która zostanie sfotografowana przez setki ludzi, a następnie wrzucona na profile w mediach społecznościowych. Prawie te same ujęcia, pewnie inne filtry, niektóre zdjęcia będą selfie, inne znów ”artystyczne”. Ważne jest, że sygnał rozchodzi się z tego miejsca po sieci, bo znalazło się tu coś, co ktoś chce udostępnić. To skutek zakładany przez twórców sztuki miejskiej, ale też schemat marketingowy wykorzystywany przez różne marki.

 

 

W przywołanym powyżej artykule z „Dziennika Wschodniego” organizatorzy festiwalu mówią (oczywiście) o zadawaniu trudnych pytań. Niezadowoleni politycy pytają (oczywiście) o to komu to służy i (oczywiście) o pieniądze. Ludzie w komentarzach w sieci mówią (oczywiście) o niezrozumiałości współczesnej sztuki. Chciałbym wiedzieć, co mówią rodzicie pytającym je o tę pracę dzieciom. Chciałbym wiedzieć o czym rozmawiają grupki znajomych. Nie sądzę, by wielu rozmawiało o społecznym problemie, bo samobójstwa mężczyzn to dziś osobny problem społeczny.

Nie chcę też dociekać, czy organizatorzy i artysta „przegięli” czy uwidocznili coś istotnego. Chcę poruszyć temat skandalu i skutków: skandal sprawia, że nagle coś staje się widoczne, kontrowersja zyskuje rozgłos. Pytanie: co potem?

Od czasu do czasu widuję na grupie Social Media na Facebooku ludzi, którzy pytają o to jak zmonetyzować viral, który udało im się wytworzyć. Zwykle są zbywani śmieszkowaniem, bo proszą, by ktoś za darmo użyczył im wiedzy i dał kompetencje. Nielicznym uda się przekuć rozgłos w coś jeszcze.

Odpowiedź jest prosta i jest nią podział treści zapronowana przez YouTube i Google (hero, hub, hygiene [obecnie:help, Google uaktualniło rysunek, który wcześniej przypominał piramidę]) Tu ciekawy artykuł na ten temat. Wiralne treści typu hero są w niej na górze, ale towarzyszą im treści typu hub podtrzymujące temat i hygiene, które da się łatwo znaleźć.

Wróćmy teraz do przykładu pracy „Balans” Tomasza i Moniki Bielaków z festiwalu Open City. Sama w sobie jest bezwartościowa. Jest wykwitem. Dopiero gdyby udało jej stać się czymś więcej niż newsem, czyli tematem publicystyki (która kreuje nasze opinie i podtrzymuje dyskusję), coś by się udało. Publicystyka mogłaby poruszyć problemy społeczne dookoła tematu samobójstwa, temat zrozumiałości sztuki i granic, jakich nie chcielibyśmy przekraczać. Mogłaby spytać też czy w otwartej przestrzeni publicznej jest miejsce na drastyczność (nie wprost podaną, ale zasugerowaną).

Kiedyś pomagała krytyka sztuki, ale dziś ogranicza się ona do przeteoretyzowanych, hermetycznych rozważań dla absolwentów kilku kierunków studiów humanistycznych. Nie ma na nią też miejsca w mediach, bo ich po prostu na to teraz nie stać.

Nawet jednak gdyby udało się z treściami typu hub, to brak wciąż treści typu hygiene, czyli rzetelnych materiałów, z których mogliby skorzystać ludzie chcący sami wyrobić sobie opinię. Spróbujcie samodzielnie, przez internet, wyedukować się w temacie współczesnej sztuki, to zrozumiecie o co chodzi. Albo znajdzcie w sieci dobre, potwierdzone przez lekarzy, porady dla tych, którzy chcieliby pomóc ludziom z depresją i nie trafcie przy tym na stronę nawiedzonego coacha, forum lub portal „medyczny”.

Bez tego wszystkiego praca „Balans” to po prostu news o „samobójcy” w Lublinie, mem czy InstaMiejsce. Bez znaczenia. I nie jest to wina artysty. To po prostu dwója ze sztuki dla tych, którzy obiegiem sztuki się profesjonalnie zajmują. I także wołanie o realną pomoc tych, którzy mimo niewielkich środków finansowych i nikłego dostępu do szkoleń z kompetencji nowomedialnych jednak z problemami społecznymi nierówno walczą.

A jaki z tego wszystkiego morał dla nas i dla każdego? Ostatnio ciągle mam jeden i ten sam morał do wszystkiego: Samo się nie zrobi. Nasze społeczeństwo samo się magicznie nie zrobi.

A tu bardzo ludzko o tym, jak można przejść od statystyk do działania i pomóc sobie i innym.

[Edit:] Ta praca, co początkowo przeoczyłem, a o czym pisze Agnieszka Mazuś, dotyka problemu uchodźctwa. Jednak trudno znaleźć taką informację gdziekolwiek.  Oto cytat z wypowiedzi Anny Kamoli z lubelskiej policji „W toku dalszych czynności okazało się, że to rzeźba ustawiona na zlecenie Centrum Kultury, symbolizująca uchodźcę zastanawiającego się nad sensem życia. Na miejscu nie było jednak żadnej tabliczki z taką informacją”. źródło: „Dziennik Wschodni”.

 

 

[Jak oceniasz ten wpis?]
[Głosów łącznie: 0; Średnia głosów: 0]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.