Kompletny paraliż instytucji. Zamiast pomóc nam wypromować festiwal, ta agencja utopiła nas w morzu korporacyjnego bełkotu. Prostą kwestię — jak dotrzeć do lokalnej audytorii — można było ustalić w godzinę. Ale nie z nimi.
Przez dwa miesiące zafundowali nam: 4 „warsztaty strategiczne”, 12 „design thinking sesji” i jakieś mapowanie empatii. Co tydzień po siedem statusów na Teamsach, gdzie przez dwie godziny debatowaliśmy nad „archetypem marki naszego muzeum”. Straciliśmy mnóstwo czasu na głupoty, budżet poszedł na ich „moderatorów”, a festiwal zbliża się wielkimi krokami i nie ma nawet plakatów. Jeśli chcecie stracić czas i nerwy na bezużyteczne procedury — bierzcie ich śmiało.