Obraz ma nas cieszyć. Wywiad z kolekcjonerem młodej sztuki – Łukaszem Wiąckiem

Spis treści

Gdy ten wywiad robiliśmy, jeszcze nie było pandemii. Wracam do niego wreszcie i nagle się okazuje, że jest bardziej aktualny niż wcześniej: zamknięci w czterech ścianach zaczęliśmy znowu myśleć o tym, co nas otacza, jak wygląda przestrzeń dookoła nas. I okazuje się, że sztuka może być odpowiedzią. Może nas cieszyć.

Ktoś powie: to za drogie! Jak teraz można myśleć o sztuce? A ja myślę, że to dobry czas. Otoczeni technologiami, znudzeni, kuszeni przecenami może na nowo powinniśmy docenić wartość w życiu tego, co unikatowe.

» Kolekcję Łukasza możecie śledzić na Instagramie.

Kolekcjoner sztuki - Łukasz Wiącek
Archiwum prywatne Łukasza Wiącka

1. Kim jest dziś kolekcjoner sztuki?

Grzegorz Jędrek: Krótka piłka. Młoda polska sztuka jest ciekawa – tak czy nie?

Łukasz Wiącek: Tak. Zdecydowanie tak.

Jak myślę „kolekcjoner sztuki”, to kojarzy mi się starszy pan w meloniku albo jakiś bananowy milioner, który trzyma gdzieś w piwnicy dzieła sztuki i ich nie pokazuje. Kto jest dzisiaj kolekcjonerem sztuki?

Twoje skojarzenie jest jak najbardziej słuszne, bo tacy kolekcjonerzy wciąż istnieją. To jest trochę szablonowe myślenie, ale to nie jest mit. Natomiast współczesny kolekcjoner może być chłopakiem, który po prostu czuje coś do sztuki. Albo może być to młode małżeństwo, które kiedyś kupiło jakiś obraz młodego artysty i później zachłysnęło się kolekcjonowaniem.

Wydaje mi się, że są to osoby, które otaczają się w swoim życiu czymś bardziej wartościowym, niż to co nas bombarduje z zewnątrz: niszczenie modernistycznych budynków i starych kamienic, plastikowe reklamy, które nic nie wnoszą, meble z papieru, obrazy z marketowego kosza, które kupujemy w sklepach meblarskich. To zdecydowanie nie jest sztuka, natomiast kicz – jak najbardziej.

Pocieszający jest fakt, że wraz z rozwojem rynku sztuki w Polsce, zwiększa się świadomość młodych ludzi odnośnie tego, co sztuką jest. A to wpływa na późniejsze wybory przedmiotów, którymi się otaczamy. 

Robi się moda na kolekcjonowanie? Sztuka się demokratyzuje?

Tak i tak. Posiadanie kolekcji dzieł sztuki to na pewno podniesienie prestiżu właściciela zbioru.  Wiele majętnych osób  decyduje się na zakup drogich dzieł, przeważnie znanych malarzy, nawet nie znając się na sztuce, ponieważ podnosi to ich prestiż w środowisku. Takie rozwiązanie może być dobre dla rozwoju rynku sztuki, ponieważ powstają dynamicznie rozwijające się, prywatne kolekcje o charakterze inwestycyjnym. Natomiast warto i trzeba być świadomym tego, co się kupuje – wówczas nasz zbiór zaczyna mieć dodatkową wartość w postaci naszej refleksji nad sztuką. 

I czy kolekcjonowanie się demokratyzuje? Tak, jak najbardziej. Polska jest takim krajem, który nie ma ciągłości historycznej. A tym samym, mało jest u nas kolekcji rodzinnych, ponieważ z każdym konfliktem zbrojnym, w każdych potyczkach polityczno-wojennych, traciliśmy rodzime zbiory sztuki/kolekcje. Jestem zatem ogromnym zwolennikiem odbudowania małych, rodzinnych zbiorów sztuki. Nie mówię tu o tym, żeby każdy kupował od razu tak, jak ja – na wariata – kilka obrazów rocznie. 

Niech młode małżeństwo kupi przez całe swoje życie ok. 3-5 dobrych obrazów, które będą zdobić mieszkanie, ubogacą przestrzeń, w której żyją. I niech przekażą je później jednemu dziecku, które poczuje do tego bakcyla i będzie miało świadomość, co to są za obiekty. Następne pokolenie, które zechcę rozwijać kolekcję, niech dokupi w swoim życiu kolejne kilka prac/obiektów. I po kilku pokoleniach, mamy właśnie małą, rodzinną kolekcję sztuk i- a te z jednej strony pokazują przemiany w sztuce polskiej oraz stają się kapitałem, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Jak myślę o kupowaniu dzieł sztuki, to mam obraz tych wszystkich galeryjek, gdzie mamy jakieś akty, krajobrazy i tak dalej. Łatwe, przyjemne. Ot, jestem na wakacjach i kupuję. Ale wiem też, że to nie jest sztuka najwyższych lotów. Co robić?

Najprostszy podział sztuki to: dekoracyjna, kolekcjonerska i inwestycyjna. Uważam, że nie ma nic złego w tym, że ktoś kupuje sobie pejzaż czy kwiaty w wazonie, o ile oczywiście są dobrze namalowane. Jeśli obraz, grafika czy akwarela niesie ze sobą wysoką wartość artystyczną, to jak najbardziej tak! . Bo czym jest obraz? Głównym zadaniem dzieła sztuki jest wywoływanie w nas emocji. Obraz, który kupujemy, powinien nas cieszyć za każdym razem, gdy na niego spojrzymy. I jeżeli to mają być kwiaty w wazonie, powieszone nad kanapą, to niech on taki będzie. Tylko niech one będą dobrze namalowane.

Kupuję sobie fajną zastawę z IKEA albo z Bolesławca i do tego dokupuję jeden dekoracyjny obraz , na którym są kwiatki. Albo krajobraz.

[Tu na uprzejmej i radosnej twarzy Łukasza pojawił się niewielki, niemal niezauważalny grymas bólu.]

Jeżeli cię to cieszy, to tak. Uważam, że masz do tego jak największe prawo. I tak twój wybór jest o wiele lepszy, niż ten wydruk z marketowego kosza, który jest dla mnie największą zmorą naszych czasów.

Kolekcjoner sztuki - Łukasz Wiącek
Archiwum prywatne Łukasza Wiącka 

Ok, czyli jeszcze sztuka kolekcjonerska i inwestycyjna…

W moim mieszkaniu wiszą obrazy. Oczywiście nie wszystkie, bo nie mam takiej przestrzeni, ale ważne jest dla mnie otaczanie się – lub bardziej – życie z pracami, które lubię i które wywołują we mnie emocje. Niezaprzeczalnym atutem posiadania większej ilości prac, jest możliwość cyklicznej rotacji obiektów na ścianach mieszkania. Zatem, w zależności od naszego nastroju, wieszamy sobie taki obraz, który w danym czasie będzie nas bardziej cieszyć. I choć staram się, aby kolekcja miała również charakter inwestycyjny, to kupowane do niej obiekty pełnią jednocześnie funkcję dekoracyjną.     

Ale żeby myśleć o obrazie lub o kolekcji o charakterze inwestycyjnym przy inwestycji w młodą sztukę, należy pamiętać, że zarówno styl, jak i pozycja artystów tworzących aktualnie dopiero się klaruje. I tu musi pojawić się duża praca samego kolekcjonera. Nie możemy kupić obrazu i myśleć, że za 50 lat będzie wart fortunę. Jeżeli my, jako kolekcjonerzy, nie będziemy z tym obrazem pracować, to może on być zapomniany i nikt nie będzie wiedział, że jesteśmy w jego posiadaniu, a tym samym nie zdobędzie jakiejś wybitnej wartości.

Podsumowując, tworząc kolekcję kierujmy się pasją do sztuki, bo to ona będzie nas napędzać do rozbudowywania zbioru, będącego spójną, zarówno pod względem merytorycznym, jak i jakościowym kolekcją. Takie podejście jest mi chyba najbliższe, gdyż to właśnie ta kategoria nie tylko charakteryzuje się aspektem inwestycyjnym, ale również edukacyjnym – osoby tworzące takie kolekcje, opracowują dany zbiór również naukowo. Praca nad zbiorem sprawia bowiem, że obiekty zaczynają krążyć w świadomości innych kolekcjonerów, marszandów, kuratorów czy muzealników.

Natomiast, jeżeli chcemy tylko kupić jeden czy dwa obrazy, nad tzw. kanapę – co będzie zawsze lepszym wyborem niż wydruk na płótnie z marketowego kosza (co powtarzam jak mantrę), pamiętajmy jednak, aby obiekt mający zdobić nasze wnętrze posiadał „wartość samą w sobie”, czyli wykonany był z należytą starannością. W końcu to, co posiadamy na ścianach naszego domu, świadczy również o guście jego właściciela.

Jest coś wyjątkowego w kolekcjonowaniu, prawda?

Chyba tak. Wydaje mi się, że każdy kolekcjoner jest na swój sposób inny i wyjątkowy. Każdy jest w pewnym sensie szaleńcem. Nie! Ja na pewno jestem szaleńcem! Osoba, która fokusuje swoje życie na zbieraniu sztuki, musi być swego rodzaju wariatem Zyskując, również dużo się traci. 

Często nie jadę na wakacje, jak wszyscy znajomi. Nie powiem, zazdroszczę im tych palm – bo ja też tego czasem potrzebuję. Ale jeżeli dochodzi do momentu, gdy mam do wyboru albo wakacje pod palmą, albo jakiś fajny obraz, który mi gdzieś wyskoczył, no to ku wielkiej rozpaczy moich bliskich, notorycznie wybieram obraz. Jeśli jakaś praca mnie zachwyciła i wpisuje się w jakiś sens – mówię tu o kluczu, według którego staram się pozyskiwać obiekty do zbioru – i mój budżet mi na to pozwala – to kolekcja powiększa się o kolejny obraz, grafikę, rzeźbę itd.     

Moją kolekcją staram się opowiadać pewną historię – nie tylko swojego życia (bo to na pewno), ale też przemian, jakie następują w sztuce, sytuacji politycznej i kulturowej w naszym kraju. I to jest dla mnie szalenie ważne, ponieważ każda kolekcja ma sens w momencie, gdy zaczyna wpływać na społeczeństwo – edukować je.

Jeżeli kupowałbym sztukę nijaką, miałką, czysto dekoracyjną i zrobił wystawę, to nie ma w tym nic złego, Są przecież takie wystawy, ale przechodzą bez echa. Takie ekspozycje stanowią  chwilę relaksu, napicia się lampki wina, ale od razu o nich zapominamy, bo nie poruszają żadnego istotnego tematu, żadnej ważnej kwestii.

Natomiast wystawy prezentujące prace młodych artystów – mówię tu o artystach zaangażowanych, chcących wyrazić swoje poglądy poprzez swoją sztukę… to zostaje. Pamiętajmy, że to co nas mocno poruszy, bądź wstrząśnie, zostaje z nami na długo.

Wydaje mi się, że jeśli tworzymy swoją kolekcję z ogromną pasją i wrażliwością na to, co nas otacza, to staje się ona nieodzownym elementem naszego życia. Pomiędzy Kolekcjonerem, a jego Zbiorem z czasem powstaje pewnego rodzaju nierozerwalna więź, która następnie napędzana jest obustronnie. Zatem, Kolekcjoner poprzez swoje działanie rozbudowuje Kolekcję o kolejne obiekty, a w zamian Kolekcja motywuje, kształtuje oraz edukuje swojego właściciela – taka wzajemna interakcja finalnie prowadzi do stworzenia zbioru złożonego z unikalnych oraz wartościowych dzieł sztuki; zarówno pod względem artystycznym, jak i finansowym.

Archiwum prywatne Łukasza Wiącka 

2. Jak zostać kolekcjonerem?

Wróćmy do młodego małżeństwa. Ty mówisz: jestem trochę szaleńcem, a dla nich to jest „zróbmy coś szalonego i kupmy obraz” zamiast np. kupić kolejne kino domowe.

W moim przypadku to jest śmieszna historia.

Niemal w każdym mieszkaniu jest ściana telewizyjna. Wydaje mi się, że jest to wymóg obecnych czasów. U nas się pojawił dylemat: telewizor czy obraz?  Mamy w zbiorach „Białe drzewo” Andrzeja Cwaliny. Jest to świetna, bardzo iluzoryczna praca. I okazało się, że przestrzeń kina domowego jest najlepszą ścianą ekspozycyjną w naszym mieszkaniu. Decyzja była bardzo prosta.

Oczywiście telewizor wyleciał z mieszkania całkowicie. Męczymy się na laptopach, jeżeli chcemy coś obejrzeć, natomiast rekompensuje nam to fantastyczna ściana ekspozycyjna, na której możemy powiesić jakiś obiekt. Jeżeli on nam się nudzi i przestajemy go zauważać, to po prostu wymieniamy go na inny. 

Pozwólmy sobie zatem czasem wszyscy na chwilę szaleństwa i zainwestujmy w coś, co będzie z nami na dłużej niż emitowany cyklicznie serial w czarnej ramce. 

Czyli…

Czyli pójdźmy na targi młodej sztuki, gdzie młodzi artyści prezentują swoją twórczość i oferują ją w przystępnych cenach. Pamiętajmy, że kupując młodą sztukę, przyczyniamy się do rozwoju artystów, a tym samym, mobilizujemy ich do dalszego tworzenia. Kto wie, czy za kilkanaście lat nasz obraz nie pojawi się na jakiejś monograficznej wystawie, jako przykład wczesnej twórczości naszego malarza. 

W tym miejscu warto również wspomnieć, że decydując się na kolekcjonowanie twórczości młodego pokolenia artystów, nie możemy pominąć takich wydarzeń jak: wystawy końcoworoczne, organizowane przez uczelnie artystyczne, czy ogólnopolskie i międzynarodowe konkursy dla studentów i absolwentów kierunków artystycznych. Ponadto, od kilku lat, również w Polsce zaczęły pojawiać się cykliczne wydarzenia artystyczne, skupiające wybrane prywatne galerie sztuki, organizujące w tym samym czasie wystawy i imprezy towarzyszące, takie jak: Warsaw Gallery Weekend czy Cracow Art Week. Uczestnictwo w takich artystycznych imprezach, pozwala w przeciągu dwóch-trzech dni nie tylko na zapoznanie się z twórczością różnych artystów, ale przede wszystkim stanowi możliwość rozmowy oraz wymiany poglądów z innymi uczestnikami rynku dzieł sztuki. No i oczywiście możliwość zakupu jakiejś pracy, niekiedy w dość przystępnej cenie: od kilkuset do kilku tysięcy złotych. 

Właśnie: ok.2 tys. zł. to dla nas najczęściej jakaś ogromna kwota, ale odkręćmy sytuację. Nie mamy problemu, żeby wydać jeden czy dwa tysiące na nowego iPhone’a. Rzecz, która zaraz nam się zepsuje, która po roku będzie o wiele mniej warta. A za taką samą kwotę możemy kupić naprawdę dobry obiekt, który będzie zwyżkował z czasem. Jeżeli jeszcze będziemy nad nim pracować, ta stopa zwrotu będzie większa.   

Pracować?

Pracować z obiektem, czyli udostępniać dany obraz szerszemu gronu odbiorców. Często zachęcam ludzi, którzy kupują sztukę, żeby podpisywać umowy z artystami, w których możemy zadeklarować chęć wypożyczenia naszego obrazu na organizowaną wystawę monograficzną czy zbiorową danego twórcy.

Jeżeli nawet przez 3 miesiące na naszej ścianie będzie dziura, to świadomość, że obraz, który na co dzień zdobi nasze wnętrze, jest pokazywany szerszemu gronu odbiorców w przestrzeni zupełnie innej, oderwanej od naszej codzienności, czyli w galerii sztuki albo w muzeum, zrekompensuje nam jego brak. Ponadto, gdy reprodukcja ”naszego” obrazu pojawi się w materiałach promocyjnych lub w katalogu wystawy, możemy mówić o jednym z czynników cenotwórczych, który wpływa na podniesienie wartości posiadanej przez nas pracy.

Prowadzisz konto swojej kolekcji na Instagramie. Wiem, że w związku z tym odzywają się do ciebie galerie, które wypożyczają dzieła na wystawy artystów. Czy warto w ogóle pokazywać w mediach społecznościowych sztukę? Ludzie czasem się tego boją.

Z różnych powodów  długo bałem się ujawnić to, że zbieram sztukę, ale uważam, że ona jest dla każdego. Dojrzałem do takiej decyzji  i stwierdziłem, że jak będę miał te obrazy tylko u siebie w domu i w magazynie, to jest to wielka przykrość nie tylko dla artystów, innych ludzi, ale głównie dla tych obiektów. Tym samym w pewnym momencie “wyszedłem z szafy” – pokazałem ludziom, że jestem szaleńcem i zbieram sztukę aktualną.  W momencie, gdy ujawniłem niewielki fragment zbioru na portalu społecznościowym, jakim jest Instagram, spotkałem się z bardzo pozytywną reakcją ludzi i artystów. Z czasem, pojawiły się wiadomości z prośbami o kwerendę lub wypożyczenie, pochodzące od kuratorów przygotowujących wystawy. Sprawia mi ogromną radość, gdy to, co mam, opuszcza magazyn i prace, które pojawiły się w kolekcji, mogą stać się częścią jakiejś muzealnej lub galeryjnej narracji, prezentowanej na wystawie.   

Jeżeli kurator, jakiejkolwiek wystawy, widzi możliwość wykorzystania jakiegokolwiek obiektu z mojego zbioru na swojej wystawie, to dla mnie to jest ogromne wyróżnienie. I jest to chyba największa przyjemność – widzieć swój obiekt w przestrzeni wystawienniczej.
Ponadto, rzadko biorą zapłatę za wypożyczane obiekty – czasem tak – ale to zależy od wielu czynników i ustaleń, wynikających z umowy użyczenia. 

To się też tyczy Instagrama. Chyba każdy jest łasy na komplementy – ja również, zatem miło jest dostawać pozytywną informację zwrotną, że komuś się coś podoba w mojej kolekcji, ale też, że coś się komuś nie podoba (bo przecież nie może się wszystkim wszystko podobać).

Kilka razy miałem taką wiadomość: “Przepraszam, ja nie rozumiem dlaczego Pan w ogóle to zbiera…”. I uważam, że to jest bardzo uczciwe ze strony osoby, która to napisała. Wówczas staram się odpowiedzieć: “Wie Pan, czy Pani – kupiłem ten obraz, ponieważ jest w nim coś, co mnie urzekło lub poruszyło – po prostu trafił do mnie. Ja rozumiem, że nie trafia do Pani czy do Pana. I nie widzę w  tym nic złego. Obecnie jest taki wachlarz kierunków formalnych i tematycznych w sztuce, że każdy znajdzie coś dla siebie”.

Archiwum prywatne Łukasza Wiącka 

3. Jaką sztukę kolekcjonować?

Co można dzisiaj zbierać? 

Nie powiem, że wszystko, bo nie wszystko może być kolekcją. 

A jakie są najłatwiejsze rodzaje obiektów do zbierania z punktu widzenia laika?

Jest to malarstwo i grafika – na rzeźbę bym się nie porywał, bo aby kolekcjonować rzeźbę, po pierwsze, trzeba mieć jednak troszkę większe fundusze, a po drugie, taki rodzaj kolekcji wymaga ogromnych przestrzeni magazynowych. Pod tym względem  wydaje mi się, że łatwiejsze  jest malarstwo i grafika.

A fotografie?

Tak, jak najbardziej. Tylko z fotografią jest bardzo duży problem, ponieważ musimy pamiętać, żeby kupować sygnowane odbitki i pilnować tego, ile tych odbitek funkcjonuje na rynku. Dodatkowo, sposób prezentacji i przechowywania fotografii przysparza wielu problemów. W mojej kolekcji  mam kilka fotografii, ale zdecydowałem się na ich zakup tylko dlatego, że mają mocny przekaz, często nie są miłe i przyjemne w codziennym odbiorze. I dobrze, na tym mi zależy.

Panuje takie przekonanie, że sztuka musi być miła i przyjemna. Rozumiem, że dla ciebie jest to po prostu sztuka dekoracyjna, natomiast czasem warto odnaleźć coś w dziele, które nie jest dla nas wygodne?

Tak. Na przykład bardzo lubię obrazy Katarzyny Hołdy z cyklu „Madonny”. Posiadam Rodzącą Marię – obraz udało mi się kupić na jednej z aukcji. Jest to praca, która, gdy na nią patrzę, sprawia mi ogromną radość i przyjemność, natomiast w konfrontacji z całą strefą treściową, która została przez artystkę poruszona w obrazie, praca staje się niezwykle wymagająca. I to właśnie mnie kręci w twórczości współczesnych artystów – tego właśnie szukam w sztuce, staram się zatem zdobywać obrazy, które w zderzeniu z odbiorcą, czyli w tym wypadku ze mną, wymuszają rozpoczęcie pewnego dialogu.

Ciekawe, że nie przeraża nas oglądanie horrorów i uważamy, że tam coś dziwnego jest w porządku, natomiast kiedy przychodzi do sztuki, reakcją jest „nie, nie, to ma być ładne”.

Dokładnie. My boimy się tego, czego nie rozumiemy, albo nie znamy. Myślę, że to wynika z braku edukacji w Polsce. Nauczeni jesteśmy tego, że sztuka ma być “ładna”. I to dla mnie jest największy problem sztuki współczesnej obecnie. Odbiorcy sztuki współczesnej, często podejmującej bardzo ciężki język wypowiedzi, który może nas szokować, obrzydzać lub przerażać, zwyczajnie nie są przygotowani do jej odbioru. Oczywiście nie jest to ich wina – problemu dopatrywałbym się bardziej w braku edukacji artystycznej w Polsce. Ale nie ma się temu co dziwić, jeżeli przygotowywane przez Ministerstwo Edukacji podstawy programowe nie przewidują edukacji z zakresu sztuk plastycznych.

Dobrze. Wiem już, co mam zbierać. Od jakiej ceny mogę w ogóle zacząć zakupy swojego pierwszego dzieła?

Wydaje mi się, że zanim powiem o cenie, warto jest powiedzieć o tzw. kluczu. Sądzę, że jest on najważniejszy w kolekcjonowaniu. Jeśli w naszej głowie zrodzi się w ogóle myśl o chęci posiadania kolekcji – bądź obiektu, zbioru – kilku obrazów w domu, najważniejsze jest określenie klucza, według którego będziemy w przyszłości kupować kolejne obiekty. Oczywiście z czasem nasze pojmowanie sztuki, odbiór sztuki i klucz na pewno się zmieni – mój się również zmienił.

Kolekcjoner sztuki - Łukasz Wiącek
Archiwum prywatne Łukasza Wiącka 

I nie bać się tego?

Nie. To jest naturalne, że wraz z rozwojem naszej kolekcji, powiększamy swoją wiedzę i kompetencje, a co za tym idzie, z czasem zmienia się również nasz gust i to, co kolekcjonujemy. W procesie kolekcjonowania dorastamy i dojrzewamy, a co za tym idzie, popełniając błędy, uczymy się. 

Więc jeżeli chcemy zacząć, wydaje mi się, że pakietem startowym przyszłego kolekcjonera, jest dać sobie rok na zastanowienie – i mówię to świadomie! Przez rok chodzimy do galerii sztuki współczesnej – mówię tu o galeriach wystawienniczych, muzeach – i oglądamy to, co się wystawia. Sprawdzamy, co o tym piszą kuratorzy, muzealnicy, krytycy sztuki. Czytamy o sztuce jak najwięcej.

Warto jest przeczytać kilka periodyków – jeżeli nie chcemy wydawać tych 20, 30 zł na magazyn w formie papierowej, możemy czytać w Internecie. Po kilku wystawach, wizytach w muzeach, kilku przeczytanych artykułach, w naszej głowie samoistnie zacznie kreować się wspomniany wcześniej klucz, według którego następnie określimy np. że chcemy zbierać młode malarstwo abstrakcyjne. Ten zbiór nasz – ten basic, ta podstawa – może się później rozwinąć w wielowątkową kolekcję – taką, jak moja. 

Powiedzmy: jeżeli lubimy sztukę abstrakcyjną i podobają się nam minimalistyczne formy, to możemy rozpocząć nasza przygodę z kolekcjonowaniem od zakupu prac artystów poruszających się w zakresie sztuki geometrii dyskursywnej.  Z czasem, wraz ze wzrostem znajomości twórczości poszczególnych przedstawicieli danego nurtu, oraz z naszą wciąż powiększającą się wiedzą odnośnie zagadnień poruszanych w tych pracach, samoistnie będą pojawiały się wątki, które będziemy chcieli rozwijać poprzez kolejne zakupy.

Powiedzmy, że to jest mój pierwszy raz i potrzebuję ekscytacji nowicjusza. Wychodzę stąd i w ciągu miesiąca chcę kupić swoje pierwsze dzieło sztuki. Gdzie mam iść i co mam zrobić, żeby się nie naciąć i jeszcze żeby być przy tym zadowolonym z tego „pierwszego razu”?

Na pewno najważniejsze są te tak zwane ciarki. Motylki w brzuchu.. Można to różnie nazwać. Czyli to wewnętrzne poczucie [pstryka palcami] zaskoczyło, jest. To dzieło na mnie działa. Gdzie możemy zobaczyć takie dzieło? Idziemy do galerii sztuki sprzedażowej. To jest najprostsza forma. W Lublinie jest kilka takich galerii, które mają fajne obiekty, są one dostosowane do różnych osób. Możemy też porozmawiać z marszandem, który będzie mógł nam pomóc w pierwszym zakupie. 

Nie oleje mnie?

Nie. Dlaczego? Każdy galernik – dobry galernik – nie może “zlać” żadnego inwestora. Dobry marszand wie, że jeżeli wyjdziesz zadowolony z galerii z ciekawą pracą w ręku to do niego wrócisz. 

A jak mam pomiędzy 500 a 1000 złotych?

Wydaje mi się, że od tego można spokojnie zacząć, ponieważ możemy kupić za to grafikę – może to być linoryt, albo mała praca olejna lub akwarela. Ale tutaj najwdzięczniejszym początkiem w takich bardzo małych kwotach, są właśnie prace graficzne. 

I nie oszukujmy się, grafika wciąż jest niedoceniana w Polsce. A to bardzo źle, ponieważ mamy jakieś dziwne przekonanie, że grafika to jest ksero. A to jest ogromny proces twórczy. Nie dość, że niezwykle czasochłonny,  to wymagający niesamowitych umiejętności warsztatowych, aby finalnie wyłonić nam pracę graficzną. Ponadto grafika ma ogromne spektrum technik – mówimy tutaj o grafice warsztatowej, więc wydaje mi się, że można na pewno coś znaleźć w budżecie 500-1000 zł. 

Mamy też mnóstwo galerii internetowych. Możemy, nie wychodząc z domu, zobaczyć, co prezentują w swojej ofercie. Tylko przestrzegam przed jednym – ja lubię, zanim kupię obraz, zobaczyć go na żywo. Nie jestem za bardzo zwolennikiem kupowania prac w sieci i wydaje mi się, że jeśli coś nam wpadnie w oko w galerii [znów pstryka palcami] że tak, to jest to! – warto wrócić z tym do domu, posiedzieć, przemyśleć tę decyzję, ale także poczytać o samym artyście – kim jest, co tworzy, gdzie się wystawiał i tak dalej. Fajnie, że ta praca nam się podoba, ale też nie dajmy się oszukać.

Archiwum prywatne Łukasza Wiącka 

Idę sobie do galerii miejskiej, widzę wystawę młodych artystów i przy jednym z obiektów czuję miętę, ale nie mam pojęcia, gdzie go kupić, boję się, czy ta cena nie będzie zbyt duża. Jak ja mogę kupić pracę takich osób? Zapytać w galerii? Media społecznościowe, strony artystów – jak to dzisiaj wygląda?  W jaki sposób mam odezwać się do młodego artysty, że chciałbym coś od niego mieć i nie zostać wyśmianym?

Rozumiem twoje obawy. Jeśli chodzi o galerię, to na pewno żadna z nich nie przekaże Ci kontaktu. Galerie są po to, aby promować tych twórców, ale niestety przez różne czynniki rynkowe, które są w Polsce bardzo złe, upadają galerie sprzedażowe, co jest bardzo, bardzo niefajną sytuacją. 

Natomiast jeżeli mówimy o takim młodym kolekcjonerze, to ja na przykład, za pomocą platformy, jaką jest Instagram, poznałem wielu fantastycznych artystów. Na przykład Bartka Kiełbowicza, który sam się do mnie odezwał. Napisał, że jest malarzem, pokazał mi co robi i zaprosił na swoją aktualnie trwającą wystawę. 

Faktycznie pojechałem na tamtą wystawę, która pozwoliła mi zachwycić się pracami artysty. Będąc pod dużym wrażeniem prac wystawianych w galerii, zacząłem poznawać twórczość Bartka. I tak obecnie mam ok. 20 jego prac w swoich zbiorach. Zatem bardzo ważne jest nawiązanie kontaktu z artystą, no i rozmowa – nie bójmy się pytać artysty o co mu chodziło, co czuje, o czym opowiada dany cykl lub obraz. I tak samo nie bójmy się zapytać o cenę. Ja, na przykład, bardzo lubię artystów świadomych swojej twórczości, ale też sobie zdaję sprawę, że obrazy Bartka, te, które mnie mocno poruszają i bardzo chciałbym je mieć, są dla mnie za drogie. Nie przeszkadza mi to jednak w kolekcjonowaniu jego rysunków i prac w technice collage-u.

Zatem, jeżeli spodobała nam się twórczość jakiegoś artysty i zdecydowaliśmy się na zakup jakiejś pracy, to skontaktujmy się z nim. Umówmy w pracowni, wówczas, swobodnie można wybrać coś dla siebie nawet, gdy mamy niewielki budżet. 

Mając niewielki budżet, nie bójmy się zatem pytać tych młodych artystów, czy za taką kwotę coś mają. Jeżeli nie będzie miał niczego, to wprost napisze: „bardzo przepraszam, za taką kwotę nic nie mam”. I wtedy możemy coś ustalić, możemy się dogadać, natomiast pamiętajmy o tym, że ci młodzi artyści potrzebują naszego wsparcia. Płacąc im tysiąc, dwa tysiące złotych za obiekt, płacimy za ich pracę. 

Oni są w pracy. Artysta to nie jest taki frywolny duch, który lata, żywi się energią słoneczną i powietrzem. To świadomy człowiek, który jest wrażliwy na otoczenie. Wytworzenie danego dzieła sztuki nie zajmuje 30 sekund, tylko to jest wielogodzinna praca w pracowni, za którą trzeba zapłacić. Trzeba coś przecież zjeść, trzeba się gdzieś przespać. Kupując obrazy, czy grafiki, cokolwiek – my pomagamy tym artystom normalnie żyć i funkcjonować. Płacimy za ich pracę. Nie oczekujmy niczego za darmo.

Czyli – jestem w galerii miejskiej, oglądam wystawę młodej sztuki i następne, co robię, to szukam w mediach społecznościowych, piszę do artysty i tak jak mówisz – mogę powiedzieć „mam takie i takie pieniądze, czy jest szansa, że kupię jakąś z Pani/Pana prac”?

Tak, jak najbardziej.

Okazuje się, że kolekcjonerstwo to nie jest tylko zbieranie przedmiotów – bo tak myślałem – ale to są też fantastyczne relacje!

Tak, bo to właśnie te relacje są wielką wartością dodaną. Ja kupując obiekt, jakikolwiek on by nie był, nie kupię samego obiektu jako rzeczy. Musimy też pamiętać, że obraz czy grafika jest dobrem luksusowym. Każdy obiekt, który kupuję do swojej kolekcji, oprócz tej wartości artystycznej i materialnej, jest też dla mnie szansą posiadania w przestrzeni prywatnej ułamka życia danego twórcy.

Każda praca stanowi bowiem zapis myśli artysty. Bo on przecież siedział nad tym, on to wykonywał, coś przekazywał. Jakiś pakiet emocji wlewał w ten obiekt, który teraz na mnie się przelewa. I to jest dla mnie najważniejsze – że posiadając obiekt, posiadam niewielką cząstkę życia artysty. 

I to jest chyba najbardziej magiczna strona posiadania w domu dzieł sztuki. Posiadamy coś, co nas cieszy, coś z czym nawiązujemy jakąś relację, ale też jest to właśnie cząstka życia innego człowieka – cząstka posiadająca jakiś ładunek emocjonalny, zawarty w danej pracy. 

Kolekcjoner sztuki - Łukasz Wiącek
Archiwum prywatne Łukasza Wiącka 

4. Jak dbać o kolekcję?

Weźmy taką sytuację: Ludzie młodzi, ale tacy, którzy, trochę już o świecie wiedzą, żyją w mediach społecznościowych, ogarniają to wszystko, mają te swoje technologiczne gadżety, mają to swoje wykształcenie wyższe albo i nie. Zaczynają zarabiać, pojawiają się pierwsze pieniądze, chcieliby kupić dzieło sztuki, ale wiedzą, że czeka ich zmiana mieszkania. Jak mają dbać o to, co kupują? Jak mają dbać o swoją kolekcję i czy w ogóle jest możliwe w takich warunkach domowych dbanie o swoją kolekcję tak, żeby tego dzieła, które mam, nie zniszczyć? 

Jeżeli nie będziemy polewać obrazów wodą, ani trzymać ich powieszonych nad kuchenką gazową czy elektryczną, to już jest duży plus. Musimy dobrać miejsce. 

Jeżeli kupujemy pracę graficzną czy inną pracę na papierze, czyli grafika, akwarele, pastele itd., musimy pamiętać, że sucha pasta zawsze się osypuje. Jeżeli już musimy ją gdzieś transportować, przemieszczać, to zawsze na płasko, żeby ta kredka się faktycznie nam nie obsypała. Znajdźmy dla niej również miejsce zacienione, żeby to nie była super nasłoneczniona ściana południowa, na którą przez ileś godzin dziennie wali ostre światło, ponieważ bardzo szybko tę pracę stracimy. Wybierzmy skrawek mieszkania, gdzie będzie ściana w półcieniu.

Oczywiście najbezpieczniejsze są obrazy na płótnie. One z kolei nie znoszą szybkich wahań temperatury i wilgotności. I jeżeli już mamy mieszkanie, a w nim duży pokój i fajny obraz na ścianie, kaloryfery grzeją nam na piątce, jest nam super duszno, a za oknami środek zimy,  na dworze -10 stopni, więc otwieramy balkon i wychodzimy – ot tak, żeby przewietrzyć pomieszczenie, to wówczas dokonujemy takiego małego morderstwa na obrazie. W ułamku sekundy następuje bardzo gwałtowny spadek temperatury i bardzo gwałtowna zmiana wilgotności.

Nawet, jeżeli zamkniemy ten balkon i stwierdzimy, że nic się nie stało, to w warstwie malarskiej powstają mikropęknięcia. Pamiętajmy, że zarówno warstwa malarska, czyli farba, jak i płótno, nieustannie pracują i tak gwałtowne zmiany warunków otoczenia, uszkadzają obraz.  

Widziałem fajne fotografie u ciebie w kolekcji. Co muszę zrobić, jeśli chcę zacząć od fotografii? 

Fotografia jest bardzo wdzięczna, ale też bardzo trudna, jeśli chodzi o kolekcjonowanie. Ja też fotografii w swoich zbiorach mam bardzo niewiele, ponieważ dla mnie jest wciąż nieco enigmą. Pracując z młodymi fotografami na uczelni, mówię im, że jeżeli stworzą fajne dzieło, czyli fajne ujęcie, to żeby nie nazywali tego zdjęciem. Zdjęcie to możemy sobie zrobić na wakacjach. 

To jest fotografia artystyczna, na której chcemy też zarabiać. Podchodzę inwestycyjnie do obiektów, ponieważ jest to dobro luksusowe. Zawsze proszę artystów: pamiętajcie, sygnujcie swoje prace. To jest podstawa. Czyli: imię nazwisko, tytuł czy bez tytułu, jaki jest rok powstania no i podanie ilości odbitek – to jest szalenie ważne!

W kolekcji mam fotografie Krystiana Lipca. Uwielbiam jego sposób uchwycenia momentu w pewnym wykreowanym przez siebie kadrze. To zatrzymanie w czasie na fotografii nie jest dla mnie martwe, kadr pozostaje wciąż żywy. I Krystian jest na tyle świadomym artystą, że robi coś fantastycznego: każda jego praca jest sygnowana, ma datę powstania negatywu i pozytywu, zawsze zapisuje numer serii oraz ilość odbitek.

Artysta sam podpowie co zrobić?

Tak, zawsze.

Kolekcjoner sztuki - Łukasz Wiącek
Archiwum prywatne Łukasza Wiącka 

5. Dojrzeć do sztuki

Mamy architektów wnętrz, którzy pomogą nam zrobić wystrój mieszkania, są influencerzy modowi. Czy myślisz, że taki współczesny kolekcjoner może być przewodnikiem, który pomaga innym zakładać swoje kolekcje?

Wydaje mi się, że tak. Kolekcjonerzy mają swoją pasję, którą mogą zarażać innych. I niekiedy mogą nam coś podpowiedzieć.  Nie dajmy się jednak nabrać na pseudoznawców, czyli osoby, które są tylko zorientowane artystycznie, a tak naprawdę nie mają pogłębionej wiedzy w danej dziedzinie. I najczęściej taki pseudoznawca może nam tylko źle doradzić. Zresztą, ich też łatwo jest zdemaskować, bo posługują się często okrągłymi, pustymi zwrotami – każdy wie, że frazesy może prawić każdy.

Dojrzeliśmy już – tak myślę – do dobrego designu, myślisz, że to jest ten moment, kiedy zaczynamy dojrzewać do ciekawej, młodej sztuki?

Jeśli chodzi o design, troszeczkę za późno się obudziliśmy, ponieważ te fantastycznie zaprojektowane meble, czy sztuka użytkowa typu szkło, już dawno zostały wyrzucone. Teraz pozostały nam cudem uchowane, jednostkowe przedmioty. 

Szkoda, że dojrzeliśmy do kolekcjonowania sztuki użytkowej tak późno. Choć cieszę się, że w ogóle pojawiają się osoby, które teraz starają się zbierać i ratować pozostałe obiekty dobrej sztuki użytkowej, niekiedy będącej przykładami niesamowitych projektów wybitnych nazwisk. . 

Na koniec: Najukochańsze dzieło współczesne? Nie najdoskonalsze. Najukochańsze.

Podchwytliwe pytanie. Odpowiem dwutorowo: jeśli chodzi o kolekcję, najukochańszym moim dziełem jest Lily Pauliny Góry, do której mam ogromny sentyment i jest dla mnie bardzo ważnym obrazem, bo od niego się zaczęło moje świadome kolekcjonowanie. Ten obraz będzie zawsze bardzo, bardzo bliski mojemu sercu i ciągle jest gdzieś ze mną. 

Natomiast jednym z moich ulubionych obrazów w ogóle jest praca Jerzego Durakiewicza, Kompozycja z 1956 roku, przedstawiająca postać siedzącego przy stole mężczyzny, który w geście bezsilności schyla głowę i ukrywa ją w swojej dłoni. Na szczęście mam taką możliwość, że mogę patrzeć na ten obraz godzinami, choć jest poza zasięgiem mojej kolekcji. 

Kolekcjoner sztuki - Łukasz Wiącek
Archiwum prywatne Łukasza Wiącka 
[Jak oceniasz ten wpis?]
[Głosów łącznie: 7; Średnia głosów: 3.4]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.