Media społecznościowe instytucji kultury i NGO. Podstawy

media społecznościowe instytucji kultury i NGO

Ktoś przychodzi i pyta: dlaczego nie ma jeszcze posta o moim wydarzeniu? Albo: wydarzenia na Facebooku nie działają. Albo: powinniśmy mieć TikToka! Albo: Po co to publikować? I już wiesz, że prowadzisz media społecznościowe w instytucji kultury.

Nie chodzi mi o to, żeby śmiać się z tych pytań. Wręcz przeciwnie: one wynikają z tego, że w instytucjach kultury (ale też w NGO) rola mediów społecznościowych wciąż jeszcze nie jest dobrze ustalona. Dlatego chciałbym, żeby ten artykuł uporządkował podstawy.

1. Jaka jest rola mediów społecznościowych w instytucji kultury?

Istnieją przynajmniej cztery cele obecności w mediach społecznościowych, które mogą być według mnie przydatne dla instytucji kultury:

1. Animacja lokalnej społeczności (w tym między innymi, ale na pewno nie tylko, udział w wydarzeniach organizowanych przez instytucję);

2. Promocja miejsca lub regionu i budowanie spójnego przekazu o tym regionie (w tym promocja turystyki kulturowej);

3. Rozwój wąskiej niszy tematycznej, która jest rozsiana po wielu miejscach (na przykład drukarstwo, design, archeologia itp.);

4. dotarcie do wąskiej niszy demograficznej (praca z młodzieżą lub rodzicami);

Warto jednak pamiętać, że cele te wcale nie łatwo ze sobą pogodzić. Nie można mieć wszystkiego i jeśli będziecie próbowali je miksować to skończy się na tym, że wasze socjale będą o wszystkim i o niczym, dla każdego i dla nikogo. Skupienie jest Waszym sojusznikiem.

Ponadto większość z Was powie pewnie, że prowadzenia mediów społecznościowych oczekuje się od Was tylko po to, by było więcej ludzi na wydarzeniach. I jeszcze żeby ludzie wiedzieli o Waszych projektach. I uwaga: jeśli to jedyne cele obecności Waszej instytucji w social media, to macie spory problem. Dlaczego? Większość działań organicznych (bezpłatnych) w mediach społecznościowych jest zaprojektowana tak, by do promocji czegokolwiek na większą skalę konieczne było wykupienie reklamy. 

Od tej reguły są wyjątki (np. nowe media społecznościowe, które chcą nam się wydać atrakcyjne lub wydarzenia, których ludzie sami aktywnie szukają w SM), jednak wciąż media społecznościowe to raczej obszar Waszej działalności i kanał dystrybucji treści niż tylko narzędzie promocji.

Perspektywa na media społecznościowe

Warto pamiętać, że media społecznościowe to prywatna przestrzeń publiczna, zarządzana przez korporację (określenie nie moje, a z podcastu Chips with everything).

Media społecznościowe są więc i zawsze będą wypożyczonym kanałem dystrybucji treści i zbierania społeczności. To oznacza, że jesteście zupełnie uzależnieni od zasad platformy, jej celów biznesowych i sposobów funkcjonowania oraz zmian na tej platformie. Na Waszym miejscu nie próbowałbym przechytrzyć platformy: zasady ciągle się zmieniają i długofalowo zabawa w kotka i myszkę może być szkodliwa. Mam tu na myśli wszelkiego typu growth hacking i złote taktyki oferowane przez różnych guru.

I jeszcze jedno: wiele osób skupia się na tym, kiedy najlepiej publikować, jakie treści staną się viralne i czy lepsze jest wideo od zdjęcia lub postu tekstowego. Wszystko to ważne, ale nie możecie skupiać się tylko i wyłącznie na wymaganiach platformy. Kluczem Waszych działań powinna być zawsze komunikacja z odbiorcami i odbiorczyniami Waszych działań. Platformy społecznościowe tylko w tych działaniach pośredniczą.

2. Jakie media społecznościowe powinna mieć instytucja kultury?

Odpowiedź na to pytanie bardzo mocno zależy od tego, z jakim przedziałem demograficznym ogólnej populacji użytkowników i użytkowniczek mediów społecznościowych pracujecie i chcecie pracować.

Odpowiedź “jesteśmy dla wszystkich” niestety będzie Wam bardzo ciążyła w budowaniu strategicznej obecności w social media. Nie wszyscy do Was przychodzą, nie macie też budżetu, by dotrzeć do wszystkich. Na pewno są jakieś ograniczenia: macie zajęcia dla dzieci, więc rodzice i nauczyciele są Waszą główną grupą, jesteście lokalnym muzeum, więc osoby zainteresowane historią, w tym turyści i lokalni regionaliści oraz osoby, które oprowadzają innych po Waszej miejscowości to Wasza główna grupa.

Wybierajcie media społecznościowe nie według mody, ale według Waszej grupy docelowej.

Następnie podzielcie je na kluczowe profile i kanały (maksimum 2, idealnie jeden) oraz kanały wspierające (pozostałe).

3. Jak często publikować w mediach społecznościowych?

W kanałach kluczowych powinniście jako organizacja prowadzić regularną komunikację (nawet jeden post dziennie, a przynajmniej 2-3 na tydzień) i szybko odpowiadać na komentarze i wiadomości.

W kanałach wspierających możecie… odpuścić. Więcej kanałów to wcale nie znaczy lepiej. Nie macie nieskończonej, niepodzielnej uwagi, a w mediach społecznościowych chodzi przede wszystkim o zaangażowanie. Możecie je usunąć zupełnie lub wrzucać jeden post w miesiącu, żeby ludzie wiedzieli, że istniejecie, gdy przypadkiem trafią na taki profil. Jeśli to fanpage uruchamiany tylko w szczególnym czasie (np. fanpage festiwalu) uruchamiajcie go wtedy, gdy zaczynacie promocję wydarzenia i stopniowo przywracajcie do życia. Ważne jednak: nie każdy projekt potrzebuje osobnego kanału.

Przy małym zespole i ograniczonym czasie oraz innych zasobach (sprzęt, materiały foto, wideo, grafiki) nie da się być wszędzie i z taką samą intensywnością. Wybranie kluczowego kanału(ów) pomoże zdjąć z siebie poczucie winy, że “tam tak mało publikujemy, a można byłoby więcej przecież” i poprawić kontakt z kluczową grupą odbiorców naszej organizacji.

Warto też pamiętać, że liczba publikacji powinna też zależeć od tego, na ile ludzi ciekawi to, co chcemy opublikować. Mam fanpage’e, których content nie nudzi mi się nawet po 5 postach dziennie. Z drugiej strony unikam jak ognia każdego posta, który mnie “zaprasza serdecznie”. Szczególnie jeśli nie bardzo wiem, czemu miałbym tam przychodzić.

4. Jak zwracać się do ludzi w mediach społecznościowych?

Media społecznościowe to nie pisma oficjalne. Zwroty typu “Szanowni Państwo” stosuje się tylko w szczególnych przypadkach. W większości przypadków zwyczajem jest posługiwanie się potoczną polszczyzną, zwrotami per “Ty” lub bezosobowymi.

Jednym z największych problemów w kulturze jest pisanie tekstów językiem projektowym zamiast językiem konkretu i korzyści dla naszego odbiorcy. Mówimy o efektach, które ludzi zupełnie nie interesują.

Inna sprawa to pisanie dla profesorów z danej dziedziny. Mityczny „profesjonalizm”. Jednak: jeśli wydarzenie jest dla profesjonalistów, to czy naprawdę jest jakiś powód, dla którego powinni się nim zajmować zwykli zjadacze i zjadaczki chleba?

Warto wyznaczyć sobie zbiór zasad na jednej kartce (jak piszemy w poście, jak odpisujemy na komentarze czy wiadomości, czy jesteśmy żartobliwi czy konkretni). To będzie tonality naszego profilu. Starajmy się, by było ono spójne.

I jeszcze jedno: potocznie nigdy nie znaczyło wulgarnie lub niegrzecznie. Empatia uratuje Was przed mnóstwem potencjalnych kryzysów.

5. Jak angażować ludzi w nasze treści w mediach społecznościowych?

Lubię powtarzać, że w mediach społecznościowych najbardziej innowacyjne jest to, że one są społecznościowe, a nie to, że są mediami. Największy błąd, jaki zauważam w sektorze kultury (choć nie tylko), to traktowanie mediów społecznościowych jak tablicy ogłoszeń.

Tak, media społecznościowe to jeden z kanałów dystrybucji treści, ale ważne w nim jest to, że są miejscem rozmowy, a nie monologu. Warto więc stopniowo rozbudzać zaangażowanie ludzi, którzy śledzą nas w social media. 

Przede wszystkim starajcie się, by przynajmniej część treści była przydatna lub interesująca dla grupy odbiorczej: by coś im dała już na poziomie postu. Choćby to nawet miał być uśmiech czy nostalgia za budynkiem, którego już nie ma, a istnieje jedynie na zdjęciu.

Ponadto pamiętajcie, że post to często początek rozmowy, a nie odgórny komunikat. To, co dzieje się w komentarzach jest niezwykle ważne. Jeśli nie rozmawiacie z ludźmi, którzy Was obserwują, to znaczy, że wcale nie prowadzicie mediów społecznościowych, tylko słup reklamowy.

Lepiej mniej opublikować, ale mieć czas na rozmowę z ludźmi.

6. Poznaj platformę najpierw, publikuj później

Pamiętajcie, że każde medium społecznościowe zbiera ludzi w nieco inny sposób. Co można zrobić na Facebooku, niekoniecznie musi się sprawdzić na Twitterze, Instagramie. Format filmowy popularny na YouTube na TikToka może być zbyt mało dynamiczny i rozwleczony.

Zawsze, gdy wchodzę na nową platformę mediów społecznościowych staram się najpierw poświęcić czas na obserwacje i zrozumienie, zanim zacznę postować. Im dłużej pracuję z mediami społecznościowymi i im lepiej je znam, tym więcej poświęcam czasu na research, a mniej na samą produkcję postów.

7. Co jeszcze?

Media społecznościowe to dziś tak rozbudowana dziedzina wiedzy, że gdyby pisać o wszystkim, to ten artykuł stałby się książką. Dlatego poniżej zebrałem dla Ciebie inne artykuły na temat mediów społecznościowych, które przez lata powstały we Wniedoczasie:

Jak założyć i wypromować grupę na Facebooku?

TikTok. Poradnik dla początkujących w 7 punktach

Dlaczego muzea potrzebują mediów społecznościowych?

Ai Weiwei na Instagramie, czyli profil artysty w social media [case study]

Króliki z siekierami. Z Łukaszem Kozakiem o promowaniu średniowiecznych ksiąg w social media

5 niesztampowych pomysłów na kulturę w Social Media

Quora po polsku! Co to zmienia w content marketingu?

Masz więcej pytań? A może masz własne przemyślenia co do podstaw i założeń mediów społecznościowych dla instytucji kultury i NGO?  Jeśli chcesz, napisz je w komentarzu, a ja postaram się w wolnej chwili odpowiedzieć.

Między kulturą a biznesem. Trzecia część wywiadu z Krzysztofem Ożogiem

Nie musisz wiedzieć. Oto najważniejsza, ale nie jedyna rada, która płynie z tej rozmowy. Pierwszą część wywiadu z Krzysztofem, którego bardzo cenię jako service designera i wspaniałego barda w DnD, opublikowałem na blogu w 2019 roku. Od tego czasu wniedoczasie.pl się zmieniło, przez świat przechodzi pandemia, a sprawy, o których tu rozmawialiśmy, zamiast tracić na ważności, stały się jeszcze bardziej palące. 

Nie jestem zwolennikiem modeli opartych na konkurencji. Dla mnie biznes to wcale nie jest konkurencja. Dlatego chętnie szukam tam inspiracji. I uważam, że dużo większą wagę powinniśmy przykładać do efektów naszych działań. Jeśli chcemy naprawiać świat, powinniśmy zrobić to tak, jak go zniszczyliśmy – systematyczne. I dlatego tak cenię sobie rozmowy z Krzysztofem: bo potrafi pokazać, że biznes w swojej systematyczności może być inspirujący.

Etyka pracy

Grzegorz Jędrek: Miałeś kiedyś konto na instagramie @korposamuraj. Dlaczego?

Krzysztof Ożóg: To się wzięło z dwóch kwestii. Pierwsza to sztuki walki, które towarzyszą mi od dawna, a druga to fascynacja Japonią, takim tematem trochę romantycznym – rycerz, samuraj. Jak wejdziesz głębiej w temat, to samuraj okazuje się gościem do wynajęcia. To człowiek, który będzie Cię strzegł za pieniądze. Ze mną jest podobnie – za pieniądze rozwiązuję problemy. 

Tak jak jesteśmy w stanie płacić za usługi prania, gotowania, diety pudełkowe, żeby oszczędzić czas, tak w organizacjach jesteśmy w stanie płacić za transfer wiedzy czy rozwiązywanie różnych problemów. Nie mamy dzisiaj czasu na eksperymenty, ten rynek, biznes to życie  jest za szybkie, więc potrzebujemy osób, które mają już sprawdzone sposoby na rozwiązywanie problemów. 

Co z kodeksem etycznym? Bo rozmawiamy w kontekście kultury i mnóstwo ludzi mówi o tym, że oni chcą pracować  w tym sektorze, bo to jest dobre. Czy ty postrzegasz, że to co robisz jest dobre i ma swój kodeks etyczny?

To zależy, co znaczy dobre. Natomiast jak pracujemy z dużymi organizacjami to pojawia się pytanie dla kogo projektujemy. I od tego wychodzimy.  Cały service design, projektowanie usług, myślenie projektowe i wszelkiego rodzaju metodyki skupiają się na użytkowniku. Human centered design – myślenie skupione na użytkowniku. I my dbamy o to. U nas zawsze w centrum jest użytkownik. 

Ostatnio to się trochę zmienia, bo po takim dużym projekcie związanym, ze zrównoważonym rozwojem trafiłem na narzędzie, które nazywa się sustainible business model. I ono pokazuje, że usługi nie powinny być human centered, tylko powinny być planet centered

Na przykład na Hawajach jest tak, że jedzenie na wynos dostaniesz w naczyniach zrobionych z kukurydzy. Mam poczucie, że dzisiaj nie dostrzegamy konsekwencji środowiskowych naszych działań biznesowych, kulturowych i przemysłowych. 

Dzisiaj to duże organizacje mają realny wpływ na to, w jakim świecie będziemy żyć, czy to w kontekście środowiska, czy w kontekście usług, z jakich będziemy korzystać. Pytanie, czy te usługi będą coraz lepsze, ciekawsze, zabawniejsze, bardziej dla nas? 

I te duże organizacje pokazują również, jak będą zarabiać pieniądze w przyszłości. Są firmy, które zarabiają na przetwarzaniu danych, a są takie jak np. Patagonia, które na Black Friday zrobiła akcję „Nie kupuj tej kurtki” i dała link do miejsca, gdzie możesz kupić używane kurtki tej marki. Ikea zrobiła akcję „Nie kupuj tego”, też na Black Friday, gdzie pokazali, że w naszych domach jest mnóstwo rzeczy, które już mamy. 

To zmiany, których częścią sam chcę być. Dlatego mam poczucie, że robię rzeczy dobre. Mogę pokazywać firmom, gdzie mogą zrobić coś dla użytkownika, co zmieni jego postrzeganie usług, jego postrzeganie firmy, ale też to, w jakim świecie będziemy w dalszej perspektywie. 

I myślę, że mamy jako projektanci taką możliwość, a przez to myślę też konieczność: pokazywać, że trochę więcej zależy od nas niż się wydaje. Business is business, not just making money.

Kultura a biznes

Pracujesz z wieloma biznesami. Jest w kulturze takie poczucie, że biznes to ci straszni ludzie, którzy zarabiają pieniądze. Czy według ciebie jest takie szerokie spojrzenie w biznesie?

Generalizując? Nie. Jest tak, że biznes myśli o sobie. Jednocześnie jest wiele organizacji, które mają w sobie taki mindset, że można robić coś, co nie będzie do końca złe. Ikea, Patagonia to pokazują. Są firmy, które stawiają użytkowników coraz mocniej w świetle reflektorów, od nich zaczynają. Chociażby mBank, który powołał zespół specjalistów od myślenia projektowego, którzy dbają o wykorzystywanie perspektywy klienta dla rozwoju biznesu .

W kulturze jest takie poczucie, że to są ci źli ludzie, którzy zarabiają pieniądze i myślę, że kultura musi się trochę z tego ocknąć. Artyści nie żywią się powietrzem. Cokolwiek artyści mówią, na śniadanie jedzą bułkę. I tę bułkę trzeba skądś mieć. Tak jak nie mamy już dzisiaj work-life balance, jest work life integration, tak trzeba łączyć jedno i drugie. 

Świetnym przykładem jest łódzki Art_Inkubator –  inkubator przedsiębiorczości, który stawia na osoby kreatywne, które do kultury chcą wejść, albo które w kulturze są. Wspiera ich w kompetencjach biznesowych przez szkolenia czy przez bardziej doraźną pomoc jak biuro, przestrzeń do pracy czy warsztaty. 

Więcej o projekcie: artinkubator.com

Wielu ludzi z kultury ma też takie poczucie, że gdy oni rozmawiają z biznesem to mogą to robić tylko na zasadzie „prosimy o coś”. A czy według ciebie kultura ma coś, co może być potrzebne biznesowi?  

Trochę odniósłbym się do yin i yang. Jak mamy za dużo biznesu i nie ma w tym innych aspektów, to to nie będzie dobre. Jak mamy samą kulturę, to to nie będzie dobre. Bo sama kultura wyginie, sam biznes stanie się tabelkami w excelu. Potrzebujemy mieszanin tak samo jak dbamy o to, byśmy na warsztatach mieli zespoły multidyscyplinarne, crossfunkcyjne, czyli z różnych części organizacji.

Spotify i Netflix. Ja mam poczucie, że wchodzę do domu, jestem zmęczony i Netflix to jest usługa kulturalna, która jest mi potrzebna. Mam tam właśnie taką kulturę, jaką chcę. Co ma Netflix, czego nie ma instytucja kultury? 

Jest on demand. Na żądanie. Bo w Netflixie wybierasz sobie, co w tej chwili oglądasz. A w instytucji kultury muszę czekać, muszę dostosować sobie do niej swój grafik. Muszę być gdzieś, doświadczyć, a dla wielu osób to będzie trudne. To, że Netflix dopasowuje się do mnie, a nie ja do Netflixa sprawia, że z niego korzystamy. 

Druga sprawa: tam są rzeczy, które są amerykańskie. A my lubimy amerykańskie rzeczy. Mamy takie poczucie, że amerykańskie, to lepsze. Co jest bzdurą, to jest zupełnie inna sprawa. 

Z trzeciej strony, jak już jesteśmy przy tej kulturze: zwróć uwagę, że dostęp do polskich seriali jest trudny. Chciałbym zobaczyć teraz serial „Nielegalni” na podstawie  powieści Severskiego. Nie mogę tego zrobić wygodnie. Musiałem mieć Canal+, kiedy to leciało. I mnie to wkurza. Albo jest jest to proste, a ja nie umiem tego zrobić (hmm..)

Dzisiaj jest trochę tak, że  Netflix, HBO, Spotify nauczyły nas, że mam to co chcę, kiedy chcę. A nie kiedy oni tego chcą. Pamiętam jak chciałem obejrzeć japoński film o Musashim Miyamoto i nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego ja nie mogę tego po prostu go włączyć i za to zapłacić. Ja chciałem wpisać sobie w internet „Musashi Miyamoto serial” i go obejrzeć. Tak po prostu. Myślę, że zamówienie dowolnego filmu powinno być tak proste jak jedzenia na wynos.

Co instytucje kultury mogłyby poprawić

Załóżmy, że pracujesz z instytucją kultury. Pierwsza rzecz, którą byś im powiedział?

Zapytałbym, “kto do Was przychodzi?”. Gdybym pracował z jakąś instytucją i ona powiedziałaby: „potrzebujemy poprawić doświadczenia naszych użytkowników” to najpierw chciałbym zobaczyć jakie doświadczenie dają, w myśl zasady: zawsze zaczynaj tam, gdzie  jesteś. Postarałbym się zobaczyć kto przychodzi na wydarzenia, jakie to są wydarzenia, dlaczego przychodzą tam ludzie. 

Zapytałbym ich: dlaczego tu przyszli? A potem po prostu słuchał i dopytywał.

Są instytucje kultury, jak Warsztaty Kultury, które mają dość szerokie spektrum wydarzeń, a są takie jak Teatr Muzyczny, który robi spektakle. U nich nie będziesz miał koncertu hip-hopowego i wystawy fotografii (chyba:)). Zacząłbym od tego, co my dajemy, dlaczego my to dajemy, jaką wartość dajemy użytkownikowi i kto jest naszym użytkownikiem. Czy do nas przychodzą rodziny z dziećmi czy do nas przychodzą prezesi dużych korporacji, żeby się pokazać? Są takie instytucje, w których dobrze się jest pokazać, sprzedają abonament, a jak chcesz tak normalnie kupić bilet, to jest z tym problem. 

Jak słyszę, że jest problem z dostępem do kultury, to myślę, że on jest dwojaki.

Po pierwsze, jako użytkownik nie wiem co się dzieje w kulturze, niespecjalnie to śledzę. I to jest ta różnica między kulturą a biznesem. Ja jestem bombardowany reklamami: kup! Zainstaluj sobie nową aplikację! Przeglądam mojego Instagrama i co chwila mam nową reklamę, a o kulturze dowiaduję się, robiąc prasówkę na zasadzie: wczoraj było jakieś wydarzenie. Jak mówię znajomym, że nie wiedziałem, że jest takie wydarzenie, może znalazłbym na to czas, to słyszę „musisz polubić ten i ten fanpage i będziesz dostawał informacje”. Ale ja tego nie chcę. Ja chcę żeby ktoś z kultury zwrócił uwagę na mnie jako na użytkownika, który jest zabiegany, nie ma czasu. Potrzebuję, żeby ktoś mi powiedział „za tydzień będzie u nas taki, a nie inny spektakl”. 

Przykład: bardzo lubię książki Marcina Wrońskiego. Uwielbiam. Uważam, żę to jest jeden z lepszych polskich pisarzy, ale o tym, że jest spektakl „Pogrom w przyszły czwartek” dowiedziałem się na tyle późno, że nie było już biletów. Bo ta informacja do mnie nie dotarła. I chyba zadbałbym też o to. Zapytałbym te instytucje kultury, czy docierają do ludzi, do których chcą docierać. Bo znowu, patrząc biznesowo: biznes ma jakiś kawałek użytkowników, którzy korzystają z produktów i usług danej firmy i ciągle stara się go poszerzać, a taka instytucja kultury…

Jest dla wszystkich…

Nie wiem czy jest dla wszystkich, bo mam wrażenie, że jest raczej tak: Ok, trochę ludzi przychodzi na wydarzenia, więc jest w porządku

Wydaje mi się, że instytucje kultury dzisiaj nie myślą, że potrzebują zarabiać więcej, potrzebują więcej użytkowników. Jak to zrobić? Jak dawać lepsze doświadczenie? Skupiają się na artystach i sztuce zamiast na użytkownikach. Biznes nie skupia się na usługach i produktach, tylko na zarabianiu pieniędzy.  A kultura skupia się… No właśnie, na czym? Na dostarczaniu sztuki?

Jak design może pomóc kulturze?

Jesteś facylitatorem. Jest takie przekonanie w kulturze: dlaczego my mamy dla siebie robić jakiś warsztat i pisać coś na karteczkach? Przecież ja powinienem wszystko wiedzieć od razu. 

Przede wszystkim trzeba im wytłumaczyć, że jak masz poczucie, że musisz wszystko wiedzieć, to to musi być bardzo trudne i frustrujące. I najpierw warto zdjąć z siebie tę konieczność wiedzy. Bo wcale nie musisz wiedzieć, droga instytucjo kultury!

I przykładem znowu jest ART_Inkubator w Łodzi, który zaprosił nas do tego, żebyśmy zrobili z nimi Weekend Design Thinking i tam zaprosili osoby, które są z branży kreatywnej. Po to, żeby wspólnie wykombinowali w jaki sposób ART_Inkubator może im pomagać, może ich wspierać. Ci ludzie projektowali rozwiązania dla siebie. I tam powstały takie rzeczy jak na przykład Pokój Inspiracji. Bo okazało się na warsztatach, że ludzie, którzy są w branży kreatywnej, którzy są tymi artystami, dostarczycielami kultury, czy jej wytwórcami, boją się, że za chwilę nie znajdą inspiracji. A czują presję tego, że muszą mieć ciągle inspirację. 

Powiedzieli na warsztacie: My się boimy, że nie będziemy mogli czegoś dostarczyć, potrzebujemy wsparcia w byciu płodnymi twórcami. No i myśmy za tym po prostu poszli. Rolą takich osób jak ja nie jest wiedza. 

Rolą takich osób jest słyszeć, rozumieć, a później to przełożyć. I to jest jeden do jednego do przełożenia na instytucje kultury. Waszą rolą nie jest wiedzieć. Waszą rolą jest umieć słuchać, słyszeć i to wykorzystać. Jeżeli  coraz mniej osób przychodzi na wernisaże fotografii, to trzeba się zastanowić jaki jest powód.

Bo on jakiś jest.


Poprzednie części wywiadu znajdziesz tutaj:

Kultura jako usługa. Rozmowa z Krzysztofem Ożogiem o Service Design Thinking w kulturze – Część I

Skończyły się czasy eksperckiej kultury. Rozmowa z Krzysztofem Ożogiem o Service Design Thinking w kulturze – Część II

Jak mierzyć sukces w marketingu kultury?

Mam nadzieję, że nikt się na mnie nie obrazi, ale gdy widzę kolejne sprawozdanie, które donosi: zrealizowaliśmy 300 wydarzeń, na których było około 9000 osób, to najważniejszą informacją, jaką dostaję, jest: cały rok ciężko pracowaliśmy. I ja wiem, że miary narzucają czasem organizatorzy i grantodawcy, ale tym bardziej chciałbym pomówić o tych miarach.

Praca w kulturze to nie misja

Jest po godzinie 22. Dziecko już śpi, ja jestem po kolacji i teraz zastanawiam się czy wolę pograć w Zeldę czy napisać ten tekst. Pewnie dziś go zacznę. A dlaczego w ten sposób? Bo kurczę, z tego właśnie składa się życie: z kolacji, usypiania, gier i książek, z cieszenia się na jutrzejsze spotkania literackie. Z pracy też, ale nie ciągłej i nie takiej, która wszystko Ci zabiera.

Jak założyć i wypromować grupę na Facebooku? Poradnik 2020

promocja grupy na Facebooku

Grzegorz: Zaczęliśmy w listopadzie 2019. Od tego czasu pierwsza nasza grupa na Facebooku rozwinęła się do prawie 1300 osób, a kolejna do ponad 260. Mało, prawda? Ale zaczynaliśmy niemal od zera. A to jest poziom, od którego zaczynasz zapewne i Ty. Nasze grupy rosną. A celem eksperymentu było dostarczyć poradnik do najtrudniejszego z etapów. Chcieliśmy odpowiedzieć na pytanie: jak zacząć?