Polski Mr. Robot, czyli kto stoi za Twoim sprzeciwem?

Polski Mr. Robot

To, co zaczęło się jako niewielkie śledztwo oparte na zasadzie „zobaczmy czy potrafię” doprowadziło mnie do niezwykle ciekawego człowieka. Polski Mr. Robot nie hakuje wielkich korporacji. Zamiast tego przygotowuje viralne strony internetowe o bieżącej polityce. 

Od razu zastrzegam: ten post jest jak internet – nie ma własnych poglądów. Jest o docieraniu do źródeł.
A było tak: u znajomego na tablicy znalazłem link do strony, która już kiedyś krążyła sobie po Facebooku: czyrazemma5procentpoparcia.pl. Było akurat po jakimś nowym sondażu i po raz pierwszy strona zmieniła się z „NIE” na „TAK”, więc wśród popierających partię była radość. Reszta miała radość z roześmianego Zandberga na wyżej wspomnianej stronie. Dzień jak co dzień w polskim internecie.

Znałem już tę stronę i zaraz przypomniałem sobie o podobnej, opartej na tej samej zasadzie, którą widziałem parę miesięcy temu: czyprawicowypolitykmialdzisiajwypadek.pl. Wypadki nie są śmieszne, ale ostatnio było wokół wypadków i stłuczek wiele polityczno-medialnego hałasu. I ta strona też zrobiła się wtedy całkiem viralna.

Ponieważ byłem ciekaw czy to jakiś trend, czy też strony są ze sobą powiązane, pomyślałem, że warto może spróbować sił i zrobić małe, prywatne śledztwo. Ot, tak, żeby sprawdzić, co potrafię. Dowiedziałem się więcej niż zakładałem i muszę powiedzieć, że było warto. Wyniki przedstawiam poniżej. A! Zwyczajowo będzie też morał. I tylko błagam: to nie jest post o wyższości zwolenników partii X nad partią Y albo dwóch, trzech czy piętnastu Polskach.

Krok 1. 

Myślałem tak: Przede wszystkim strony są bardzo podobne wizualnie. Albo więc wykonała je ta sama osoba/organizacja, albo jest jakiś popularny szablon, który te strony wykorzystują. Nic o takim szablonie nie było mi wiadomo. Postanowiłem więc sprawdzić, na jakich zasadach są one ze sobą powiązane.

Po przejrzeniu warstwy wizualnej, zająłem się html-em (do mniej zaawansowanych: to łatwiejsze niż myślicie – klikacie prawym przyciskiem myszy na stronę i szukacie komunikatu, który w Google Chrome brzmi: „Wyświetl źródło strony” a w Safari „Pokaż kod źródłowy strony”). Myślałem tak: Jeśli autor wykorzystuje te strony do zbierania danych, to na pewno podpiął tam jakąś analitykę. Strony wyglądają na profesjonalną robotę, więc nawet jeśli są wykorzystywane w zbożnym celu, to autor będzie chciał wiedzieć jak sobie radzą. I rzeczywiście, okazało się, że obie strony zawierają kody Universal Analytics pochodzące z jednego konta Google Analytics. Spójrzcie:

‚czyprawicowy…’: UA-85798164-2
‚czyrazemma5…’: UA-85798164-4

Wiemy więc z dużym prawdopodobieństwem, że mamy do czynienia z tą samą osobą/organizacją. Liczby po myślniku sugerują ponadto, że mogą być w sieci jeszcze przynajmniej 2 strony oparte o tę samą zasadę (może ktoś z Was je zna albo chciałby ich poszukać?). To strony z numerami 1 i 3.

czyrazemma5procentpoparcia.pl - zrzut ekranu
czyrazemma5procentpoparcia.pl – zrzut ekranu

Krok 2. 

Przy pomocy ogólnodostępnej bazy udostępnianej przez NASK sprawdziłem kto jest właścicielem obu domen (Sprawdza się to tutaj: WHOIS). I tu ciekawe: O ile obie zostały wykupione przez tę samą firmę rejestrującą domeny, to strona ‚czyrazemma5…’ została zarejestrowana na firmę, której pełne dane, łącznie z numerem telefonu, udostępnia NASK, natomiast domena ‚czyprawicowy…’ została wykupiona przez osobę fizyczną, której dane nie są dostępne. Nie jest moją rolą publiczne odsłanianie działającej firmy czy też jej właściciela. Chciałem tylko sprawdzić, czy jest to możliwe. Jest. A właściwie, to było, ale o tym czemu teraz takie śledztwo byłoby trudniejsze do przeprowadzenia napiszę za chwilę.

Już w drugim kroku dotarłem do konkretnej osoby/firmy, która wykonała te dwie strony. Wciąż jednak uciekało mi najważniejsze. Gdyby to była opowieść o Sherlocku Holmsie detektyw powiedziałby, że wie wszystko, a brakuje mu jedynie motywu. Dlaczego? Dlaczego ktoś zadał sobie tyle trudu?

Krok 3.

Strony są wyraźnie są lolcontentowe, silnie powiązane z informacjami z mediów i ewidentnie miały się przekształcić w virale. Zasadnym wydało mi się więc sprawdzić, jak im to wyszło. Do tego wykorzystałem narzędzie, które zwyczajnie stosuję w nieco innym celu: Sharing Debugger’a.

‚czyrazemma5…’ – 1389 polubień, udostępnień i komentarzy;
‚czyprawicowy…’ – 351 polubień, udostępnień i komentarzy;

Trudno powiedzieć na tej podstawie jak wiele spośród wymienionych powyżej to udostępnienia (dostarczające największego zasięgu), ale myślę, że możemy spokojnie szacować, że obie strony dotarły conajmniej do kilkudziesięciu tysięcy osób.

czyprawicowypolitykmialdzisiajwypadek.pl - zrzut ekranu
czyprawicowypolitykmialdzisiajwypadek.pl – zrzut ekranu

Krok 4.

Wciąż powracało i powracało do mnie zasadniczepytanie: po co powstały te strony? Widziałem 3 opcje:

  1. Zbieranie danych użytkowników w celu usprawnienia targetowania reklam remarketingowych, czyli sprytne wykorzystanie marketingu wirusowego.
    2. Odmiana politycznego haktywizmu (aktywizmu internetowego), socjopolitycznej techno-satyry.
    3. Sposób na zrobienie sobie interesującego portfolio.

Najmniej prawdopodobna wydała mi się ostatnia teza. Według informacji zebranych w Google firma, która jest (była) właścicielem ‚czyrazemma5…’ programuje dla poważnych klientów, którzy nie byliby zainteresowani tego typu popisami.

Teza pierwsza jest niepokojąca, bo rodzi pytanie: kto i po co potrzebowałby osób, które są zainteresowane bieżącą polityką? Z drugiej jednak strony o ile targetowanie reklam na zainteresowanych losem partii ma jeszcze sens, to grupa zainteresowanych losem polityków na drogach wydaje mi się conajmniej niejednorodna. Chyba, że chodziłoby o poszukiwania sympatyków opozycji?

Przeglądałem więc kolejne profile społecznościowe domniemanego autora stron (miewam czasem ograniczoną kreatywność, więc w myślach nazywałem go sobie po prostu Mr. Robot) i coraz bardziej przychylałem się do opcji drugiej: to nowy rodzaj obywatelskiego zaangażowania w społeczną dyskusję. Zamiast ulotek, plakatów czy wlepek porządny websajt. Czy jednak na pewno się nie myliłem?

Krok 5. – Mr. Robot opowiada

Postanowiłem się wreszcie odezwać do autora, by nieco rozjaśnić przepastne mroki wątpliwości. Nie chciałem jednak spłoszyć inteligentnego – jak przypuszczałem – programisty, który może niekoniecznie chciałby się afiszować ze swoją twórczością (robioną na zlecenie bądź dla siebie samego). Na jednym z portali społecznościowych napisałem więc tak:

„Dzień dobry, piszę notkę o fact checking na fanapge niewielkiego bloga. Czy moglibyśmy krótko porozmawiać o czyrazemma5procentpoparcia.pl? Chcę się upewnić, że nie robię nic, co mogłoby w jakiś sposób Panu zaszkodzić. Mój e-mail: xyz”

Cisza. Drążyłem więc dalej:

„Dzień dobry, mogę podesłać notkę i jeśli Pan ją zaakceptuje, to ją opublikuję. A jeśli nie, to oczywiście pójdzie do kosza lub ewentualnie wprowadzę jakieś zmiany. Czy tak może być?”

Jak już wcześniej pisałem, nie jest moją rolą odsłanianie twórcy tych stron, chciałem jedynie pokazać, że docieranie do źródeł jest możliwe. Tym razem odpisał: Jest na imprezie firmowej. Wysłałem mu pierwszą wersję notki. Zanim jeszcze ją odczytał, spytał jak go znalazłem. W dalszej rozmowie okazało się, że rejestracja domeny na firmę była wypadkiem przy pracy. Wrócił z imprezy do domu i tę pomyłkę naprawił. W międzyczasie rozmawialiśmy. I tu informacja dla Was: od teraz znalezienie go nie jest już takie łatwe.

Dzięki rozmowie z naszym Panem Robotem dowiedziałem się, że rzeczywiście dobrze udało mi się odgadnąć jego intencje: to był haktywizm, stworzył te strony z inspiracji – jak dobrze zrozumiałem – równie co on społecznie zaangażowanego kolegi. Przekazał mi też statystyki obu stron. Wyglądają one tak, jak widać poniżej.

czyprawicowypolitykmialdzisiajwypadek.pl jest poluarniejszy:

czyprawicowypolitykmialdzisiajwypadek.pl - statystyki

czyprawicowypolitykmialdzisiajwypadek.pl - statystyki

czyrazemma5procentpoparcia.pl. radzi sobie dużo gorzej:czyrazemma5procentpoparcia.pl - statystyki

Te dane pokazują niedoskonałość Sharing Debugger’a. Bez odróżnienia lajków i komentarzy od udostępnień mało wiemy. Wiem, że są lepsze narzędzia, jak Brand24, ale chciałem skorzystać z darmowych, ogólnodostępnych sposobów. Musimy też pamiętać, że być może, co zasugerował mi Pan Robot, strona czyprawicowypolitykmialdzisiajwypadek.pl żyła więcej poza Facebookiem (np. w mediach). Mr. Robot zapewniał mnie też, że żadna z tych stron nie była płatnie reklamowana. Te statystyki to zasięgi organiczne (sic!).

W rozmowie haktywista opowiedział mi też o swoich innych projektach. Żaden z nich nie jest nielegalny, a niektóre prezentują poziom satyryczny mocno przewyższający zdolności większości naszych offline’owych kabaretów politycznych i innych śmieszków, dlatego wciąż nie widzę powodu, dla którego miałbym Wam zdradzić kim jest autor stron. Wybaczcie 🙂

Obiecany morał

Często powtarzamy taki truizm, że z fake newsami nie da się walczyć i trudno sprawdzić informacje, które dostarcza nam sieć. Cóż, na pewno przy odrobinie wysiłku mamy nieco więcej opcji niż nam się wydaje. Naprawdę łatwo i zupełnie za darmo możemy przyjrzeć się źródłom, z których pochodzą newsy, virale i memy, które codziennie przepływają przez nasze tablice, i które tak chętnie i automatycznie udostępniamy. Ja użyłem jedynie ogólnodostępnych narzędzi, które każdy może wykorzystać.

Może ktoś zapytać: co ten artykuł robi na blogu o PR i marketingu kultury? Odpowiedź jest krótka: Sprawdzanie źródeł i higiena informacyjna to podstawa zarówno w PR (bo nic nie masz cenniejszego niż zaufanie) jak i w dojrzałej demokracji, dojrzałym społeczeństwie informacyjnym.

Posłowie

Walter Jackson Ong napisał kiedyś, co lubię cytować studentom, że „autor zawsze fikcjonalizuje odbiorcę”. Marketingowiec zanim odbiorcę sfikcjonalizuje, próbuje zebrać o nim jak najwięcej danych. PR-owiec przygotowuje sobie profil osoby, którą chce przekonać do współdziałania, by wzajemna komunikacja była oparta na tych samych kodach i odnosiła się do wspólnych przestrzeni sfery symbolicznej. Prościej można to streścić w takim zdaniu: „chcę pokazać Ci, że wiele nas łączy, bo chcę przekonać Cię, że można mi zaufać”.

Poza tym bez zdolności do solidnego researchu, bez kultury sprawdzania źródeł, nasze społeczeństwo będzie chore. Elementarnych narzędzi i sposobów badania informacji w sieci powinno się uczyć już w szkole podstawowej!

PS

W „śledztwie” celowo pominąłem konta na Twitterze i Facebooku fejkowego śmieszka „Mariana Wątroby”, które znaleźć można dzięki stronie ‚czyprawicowy…’. To naprawdę nie jest post o zabarwieniu politycznym.

PS 2 v.1

Pan Robot poprosił mnie o przejrzenie artykułu przed publikacją. Jeśli czytacie to zdanie, to pod jego wpływem nie zniknęła z tego wpisu nawet jedna kropka.

—-

I co Wy sądzicie? Czy tak jak ja, wierzycie w szczerość Pana Robota? I czy to może być taki polski, internetowy Banksy? Znacie inne prace, które moglibyście mu przypisać? I jakie narzędzia Wy wykorzystalibyście? Napiszcie w komentarzach. Z góry dzięki!

[Jak oceniasz ten wpis?]

[Głosów łącznie: 14; Średnia głosów: 4.4]


Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *